Przejdź do głównej zawartości

18 plus: Fragment satyry "Kaczkoduk przejmuje ster!" specjalnie dla Czytelników Zapisków Mazurskich

Upragniony czas na odpoczynek. Nowe plany podbojów Eu­ropy, kształtowały się w głowie Dubienieckiego. Perspektywicznie zasta­nawiał się, jak doprowadzić Europejczyków do sytuacji, w której zgodzą się ponownie na wojny. Nie musiano wykorzystywać od razu mięsa armatniego. Mogła to być wojna ekonomiczna, bez ofiar – kule kosztują, a z głodu ludzie szybciej padają.   
Przemysł zbrojeniowy musiał pracować pełną parą. Pozosta­wało bombardować kraje Wschodu, przetoczyć przez Europę nową fale imigrantów, a następnie poprawić koniunkturę, sprzedażą broni oraz zbrojeniami. Proste, bo tak przy okazji, powstanie wiele cieka­wych spraw. A czy „rządzi prawica, czy lewica, to i tak jedna chujo­wica”. Ważne było dla Pułkownika, aby kasa płynęła strugą. Bał się tylko o zachowanie Angeli, zastanawiając: czy starowinka wytrzyma te płynące zewsząd wrzaski i nie popuści? Poza tym optymalnym szkopułem, generalnie był dobrej myśli. Angela Makrela nie była w jego typie; stara, lubieżna, gruba baba, która lubiła rozbierać się, gdy tylko właziła do sauny czy basenu. Nikt nie chciał z nią chodzić, bo widok był niemiły, a i grzmotna była, mając stałą ochotę na igraszki. Zasadniczo wspierała Pułkownika, narzucając innym krajom jego wo­lę. Sprowadzenie Polgaru do roli „biesiadnego uczestnika”, pozbawio­nego możliwości decydowania – w tym sprawiała się doskonale, za­chwy­cając skutecznością lożę. Te same grupy, dawniej decydowały o tym, że Hitler doszedł do władzy. Pozostały nieugięte, w dążeniu do „ekonomicznego przejęcia” Polgaru.
Epokowy już Pułkownik, we własnej, nieco luksusowej rezy­dencji, nawet jak na pensję asa wywiadu, miał tu chwilę dla siebie i mógł w spokoju pomyśleć. Trwożył się nad zastaną rzeczywistością, przeżegnywał nad losem kościoła i gładził po dupach, smakując naj­lepsze dziwki Europy. Po zachodniej stronie mocy, musiał pilnować Turseka, bo nie wierzył do końca w jego możliwości. Gra toczyła się o dużą stawkę, gdyż chodziło o nowe interesy w Polgarze i na Wscho­dzie. Tursek, po prostu był łapczywym psem, który mimo wszystko, chciał się tylko nażreć, ale Dubienieckiemu nie byłoby na rękę, gdyby zaczął przedwcześnie szczekać. Szczególnie w innym języku, karmiony kością, pochodzącą od nowego pana.
Mocodawcy Pułkownika nie mogli zawieść się postawą emisa­riusza. Chodziło nie tylko o pieniądze, ale również o dziewczynki i chłopców, bez których zabawy i rozrywki, na wielu zacnych salonach tego świata, stają się niemożliwe. Pieniądze, bez udziału ludzi, nie mają żadnej wartości. Kiedy określa się nimi cenę ciała i wyznacza stawkę, dopiero zyskują na wadze. Dawniej, wystarczyło pójść na fol­wark i można było brać, co się chce i nie zwracać. Teraz, czasy stały się nieco cięższe, a wymagania dostojników i bogatych zwiększyły się, za­miast zmniejszyć. Nie zmieniło się jedno: nadal pewna w tym życiu była tylko śmierć.
Dubieniecki w Brukseli, pośredniczył w interesach krajowych, ustawiał wymagane prawem przepisy, zbierał zlecenia na nowe nabory do branży porno w Polgarze, Rosji, Rumunii i na Czechach. Zajmował się także szeroko pojętym Wschodem. Od czasu do czasu, babrał się rów­nież w akcjach terrorystycznych, aby utrzymać w ryzach europej­ski lud, który musiał mieć całkowite przekonanie o słuszności działań obecnej, danej mu skądinąd władzy.
Organizowanie zamachów było trudne i wymagało porywania rodzin, tych cholernych Kameli[1]. Szantażowanie diabła, aby ukazał swą moc, czynione na oczach świata, to nie jest proste zadanie. Puł­kownik z nich zakpił, bo i tak, ich baby trafiały do burdeli lub na mielonkę. Wschodnia krew daje wspaniałe rezultaty w badaniach ge­ne­tycznych, a to była podstawa, do dalszego brnięcia w to szambo. Utrzy­mywanie masy durniów, służących do kaleczenia Koranu[2] i wmawiania ludziom, jaki to islam jest „wojowniczy” i „zły”, to było nie lada wyzwanie, na które Pułkownik też znajdował kasę.
Świat musi istnieć w poczuciu ciągłego konfliktu i zagrożenia, wówczas ludźmi steruje się najlepiej. Bez tego, zaczynają żądać dodat­kowych przywilejów, tworzą niepotrzebne filozofie, markują jakieś dziwne demonstracje wolnościowe. Lepiej, jak zajmują się bzdurami, niemają­cymi głębszego sensu, niż mieliby ze sobą rozmawiać. Z punktu widzenia systemu, jest to rozwiązanie wręcz idealne. Zbytnie łącze­nie genów, uwolniłoby ewolucję człowieka. System stał na straży, by tak się nie stało. Prowadzono badania i to miał być sukces, nowo uprzywi­lejowanej grupy: prekursorska rasa, „silnych” i „długowiecz­nych”.
Pułkownik osobiście rekrutował, co lepsze panny i panów, których z kolei, z katalogów, wybierali sobie jego mocodawcy. Przywo­ził z odległych zakątków świata i zapewniał sielskie życie, na dość wysokim poziomie. „Prostytutki” i „prostytuty” nie musieli się wysoce kształcić, ani błyszczeć zbytnio rozumem. Wystarczyło, że nauczyli się być dostojni, mili, ogładzeni i wyrafinowani, tak w działaniach sek­sual­nych, jak i rozmowie. Uczyli się określonego zachowania, sta­wali się biegli w sztuce zaspokajania żądz i pragnień, a nie myślenia. To czyniło z nich, jako towaru, najwyższy prestiż dla Dubienieckiego, który stał się najlepszym dostawcą uciech na świecie. Karierę w branży przyśpieszała znajomość języka obcego, ale nie było tu znacz­nych wymagań: wystarczał komunikatywny angielski, francuski lub niemiecki. Nie pogardzano włoskim i hiszpańskim, ale to nie gwaran­towało pracy na „wysokim szczeblu” oraz bywania wśród towarzyskiej wierchuszki. 
Wiele czasu poświęcono temu, aby system działał i realizował się bez zauważenia. Wprowadzono nowe rozwiązania, które stały się kluczem, otwierającym możliwości, oferowane przez rozwój genetyki i klonowania. Branża porno i jej potencjał, zmuszały do tworzenia no­wych, coraz bardziej wyuzdanych doznań. Zapewniały one, zmęczo­nym obywatelom, rozkosz płynącą z ekranu telewizora. Oglądając te dzieła, panowie i panie, mogli odczuć, czym jest ekstrawagancja i praw­dziwe doznanie. Nieliczni, dzięki Dubieniec­kiemu, mogli tego doświadczyć w zaciszu domowego pielesza.    
Kościoły i religie przyzwalały wiele spraw ukrywać. Czasem, żeby nie wyszło to na jaw, trzeba było zrobić tak, że ktoś po prostu zniknął. Cóż? Nie wsiąkał jednak na stałe, lecz musiał zostać z sys­temu wykasowany, przynajmniej na jakiś czas.
Zdarzali się też klienci wyjątkowi, dla których dawne kulty i rytuały, oznaczały krwawą ofiarę. Wtedy też, pozyskiwano dogodny materiał, a następnie tuszowano sprawę, pozorując zaginięcie. Dla niepoznaki, tworzono rządowe programy, wspierając organizacje pro­spo­łeczne, zajmujące się tą materią. System działał bez zarzutów. Tu­szo­wanie i grube kreski – to była specjalizacja Dubienieckiego i jego kadry. Okazał się w tym arcymistrzem.
Ludzie, dzięki sieci internetowej, otrzymali możliwość uczest­nicze­nia w wyjątkowym wydarzeniu. Udostępniano strony i filmy, które zaspokajały potrzeby mas. W dawnej Grecji i Rzymie, orgie upowszechniano na ulicach, teraz przykuto ludzi do krzeseł i kazano im, wpatrywać się w igrzyska, rozgrywane na ekranie. Zasada oddzia­ływania się nie zmieniła. Potrzeba uczestnictwa, w tym również, osobista obecność na arenie, pozostały takie same. Zdeformowały się nieco metody. Dawniej, wychodzono w trakcie świąt i zachwycano się tym zbiorowo, przyjmując to za społeczną normę. Cierpienie dotyczyło tylko niewolników, nikogo to nie obeszło, dopóki sam nie stał się ofiarą (nie trafił do kasty niewolników).
Współcześnie, niewolnictwo zniesiono, a ludzie zostali równo­uprawnieni, zyskując ochronę praw podstawowych, które gwaranto­wało państwo, jawiące się wspólnotą[3]. Na czele tego organizmu stał rząd, który w imieniu masy obywateli, podejmował decyzje, zare­zerwowane dla suwerena[4], w imię jego dobra. Dodatkowo, głoszono publicznie zasady moralności i miłosierdzia, zdeklarowano karty swobód, gwarancję wolności i zrzeszeń oraz inne fantasmagorie[5]. Względnie, trzymano się tego na pokaz, przez co, wyuzdane i perwer­syjne orgie, musiały zniknąć ze świecznika. Niecne i stare, dobre za­bawy, aby nie drażnić spragnionego rozrywki pospołu, przeniesiono do wirtualnej, społecznej oazy anonimowości.    
Świat, niby się ucywilizował, lecz cały szereg barbarzyńskich zwyczajów, nadal wiązał się z żywym człowiekiem. Zbyt silnie zakorze­niona tradycja, której należało dawać, bodaj, co jakiś czas, upust. Lud musiał mieć trochę, aby lepsi mogli mieć tyle, co „trochę” i znacznie więcej. To nie było skomplikowane, i jak dotąd, okazywało się bardzo skuteczne. W myśl starej, komunistycznej zasady, która głosiła prymat równych i równiejszych. „Igrzysk i chleba[6]” nie mogło zabraknąć w żadnej epoce, w której władza chciała utrzymać się na piedestale. Prywatne kliniki, studia, produkcja towaru, o jakim można tylko zama­rzyć i otrzymać. Całość dostępna od zaraz, za określoną kwotę. Ktoś, kto zamierzał wkroczyć do elity, musiał płacić, aby wkupić się w jej łaski. Następnie powinien zadbać o siebie (operacja załatwiała sprawę) lub posiadać stosowne cechy, które winien wygładzić i wy­łuszczyć. Niczego nie ma za darmo, a całość kosztuje. Dawniej, cha­dzano nago, z ciałem przyodzianym w zdobne pióra, kusząc panny siłą i sprytem. Obecnie, wabi się na rolls-royce’a[7] lub Dolce & Gab­bana[8]. Marycha, dopalacze, ekstazy, koka, amfa i hasz[9] – nie stanowią tabu dla elit. Tam istnieje zupełnie inny świat, w którym nie ma kar i ograniczeń. Wyobcowany z rzeczywistości człowiek, bierze kosztując, ile tylko dusza zapragnie. Oczywiście za opłatą, nic darmo. Istnieją warunki i ograniczenia – jak wszędzie. Kara wkracza do sie­lanki, gdy przez nierozumność, ujawni się słabość czy nadużycie, z którą opinia publiczna nie poradzi sobie, jako faktem, mówiącym o łatwym zdobyciu towaru…
Na skutek nadmiernego rozwoju populacji, pogarszały się warunki do uprzywilejowywania ogółu. Zaledwie nieznaczna grupa, mogła skorzystać z oferowanego luksusu. Pozostali służyli, świadcząc siłę roboczą, rozwijając monopole i usługi, skierowane do mas, jak gdyby nigdy, nic nie poróżniło ludzkości.



[1] Kamel – pogardliwie o przedstawicielach ludności państw arabskich, ewentualnie o wyznaw­cach religii muzułmańskiej.
[2] Koran – święta księga islamu, której autorstwo przypisuje się Mahometowi. Powstał w VII w. n.e. Podyktowany Prorokowi przez archanioła Dżibrila (Gabriela). Koran oznacza „recytację”, a tra­dycja przypisuje jego powstanie Allahowi.
[3] Jawiące się wspólnotą – tu: „będąc postrzegane, jako wspólnota”.
[4] Suweren – niezależny, średniowieczny władca”. Współcześnie „o tych, którzy mają władzę.
[5] Fantasmagoria – fantastyczna wizja stworzona przez nadwrażliwą wyobraźnię.
[6] Polityka rzymskich władców, zmierzająca do zapewnienia rozrywek ludowi.
[7] Rolls-royce – samochód marki Rolls-Royce.
[8] Dolce & Gabbana – włoski dom mody, założony przez Domenico Dolce i Stefano Gabbana w 1985 roku we Włoszech. Słynie z produkcji ekskluzywnych ubrań oraz kosmetyków.
[9] Określenia używek, w użyciu mowy potocznej. 


Kaczkoduk przejmuje ster! 
fragment satyry
Wkrótce do kupienia w ramach UPaP

18 plus: Fragment satyry "Kaczkoduk przejmuje ster!" specjalnie dla Czytelników Zapisków Mazurskich
Na zdj. Okładka książki Kaczkoduk przejmuje ster! 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Prawdziwa twarz satanizmu

Od ponad dziesięciu lat zajmuję się zjawiskiem satanizmu, obserwując to, co dotyczy tego zagadnienia. To trudny obszar, głównie z uwagi na uprzedzenia ogółu społeczeństwa, ale możliwy do opanowania. W końcu wiedzę zdobywamy głównie dla siebie. Na tej podstawie postanowiłem wyjaśnić pokrótce, kim według mnie są współcześni sataniści i jakie zjawisko reprezentują. Niektórzy wyszukują w google, wpisując „marcin łupkowski satanizm”. Zastanawiam mnie to, czy mogę uchodzić za piewcę tego nurtu? A może szuka się na mnie haków? Przestrzegam, nie interesuje mnie polityka, nigdzie nie startuję i nie zależy mi na głosach jołopów biorących udział w wyborach. Opisuję rzeczywistość, to wszystko. Wybaczcie poczciwi ludzie, jeśli odebraliście do siebie kwestię „jołop”. Nie do wszystkich to się tyczy. Miałem na myśli ludzi, którzy wybierają dno, które potem reprezentuje mieszkańców w samorządach. Niestety ludzie dają chwytać się na marne hasła. To samo dotyczy zjawiska satanizmu – stąd słuszne porównan…