Przejdź do głównej zawartości

Wiocha. Powieść jebitna - fragment (uwaga tekst 18 plus)

Nazywam się Marcin Łupkowski i jestem autorem satyr, tak między innymi: Wiocha. Powieść jebitna oraz Kaczkoduk przejmuje ster!, a także powieści Pierwsza wojna w niebie: Dziedzictwo. 
Prezentuję Państwu fragment satyry Wiocha, do której mam osobisty sentyment. Dość obszerny i dla Czytelnika powyżej 18 lat, ale warty chwili poświęconej do jego przeczytania. 

_________________________________________


Kurtowo to centralne miasto powiatu kurtowskiego, poło­żone w województwie wartowsko-manowskim. Znajdowała się tu stara, brukowana ulica szpecąca centrum, sąd, urząd, kilka szkół, straż pożarna, rzeźnia, szpital, posterunek MO, połączony z SB, no i koszary wojskowe. Na obrzeżach, psy dupami szczekały, a w cen­trum hulał wiatr pustki. W owym czasie, wznoszono ku chwale odchodzącej partii, również wielki teatr.
Miasto było zacne i piękne. Walory krajobrazu górowały nad marną architekturą. Wszędzie uwidaczniała się bieda. Więk­szość ludzi żyła równo. Nie było wielkich bogactw i rozkwitów for­tun. Pracowano w Zakładzie Komunalnym, który został świetnie roz­bu­dowany, a następnie sprywatyzowany, bo Lućmierz zawarł pakt z władzą, postanawiając jednocześnie budować rodzinną fir­mę. Potrzebował sprzętu, więc przejął wszystko za grosze. Pierw­szy poważniejszy kapitał gotówkowy uzyskał, tnąc okoliczny las.
W latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia, zaczęto ten rejon rozwijać, budując hotele dla prominentów spragnionych wę­gorza, kontaktu z wodą i łonem natury. Partia dbała o swoich, nie dając im ucierpieć. Przemiany zachodzące w kraju, nakazy­wały posiadającym, samozachowawczy instynkt pariasa. Promi­nenci lokowali i kombinowali, póki motłoch nie przejął władzy. W końcu, trzeba byłoby podzielić się wpływami, a ciężko cokolwiek brać czy garnąć do siebie na oczach tłumów.
Jedną z doskonałych karier pragniemy przybliżyć, gdyż jest to wzorzec doskonały, jak z hostessy można zostać przed­stawicielem narodu, a przy tym, uchodzić za kompetentnego i mą­drego człowieka. Karier, które rozbłysły, a swoim światłem przy­słoniły masę uczynków i działań, które opłaciły się wszyst­kim, którzy w okolicy coś zaczęli posiadać. Oczywiście, sprawa nie do­tyczy ogółu. Duża część potrafiła wykorzystać okres przemian i samodzielnie dorobić się znacznego majątku. To jednak przy­pad­ki bardzo odosobnione. W czasie, gdy kradli, prym ideolo­giczny wie­dli zawiedzeni przemianami ideowcy, którzy wypatry­wali w spo­łecznych relacjach wypaczeń i spisków. Działa­nie dało czas na do­pa­sowanie się nomenklatury i jej dostro­jenie w zmieniających się warunkach społeczno-ekono­micznych.
Ofelia Tasiemiec, na którą znajomi mówili „Ofcia”, a wiel­biciele „Nana”, prowadziła w latach osiemdziesiątych XX wieku GS w lokalnym Kurtowie. Zanim tam trafiła, udzielała się w lokal­nych koszarach, jako dance makabra nocnych parkietów i lady lo­dzia czerwonej sceny. Tam królowała bez przerwy, dwie dekady.    
Swoista mistrzyni tańca i wyginańca oraz uciechy ciała i ducha. Protoplastka uzdrowicielek i współczesnych luksusowych kur­tyzan. Złodziejowata i skąpa, nienasycona męskiego ogniwa i spra­gniona nietypowych przeżyć. Za dokonania w klubie, lokalni bon­zowie komitetu, postanowili Nanę, bo taką w branży zasłuże­nie zyskała ksywę, uczynić zarządczynią skupu butelek, złomu i papieru w lokalnym GS. Kariera w koszarach, po tak długim cza­sie, zawisła na włosku, kiedy okazało się, że mąż staje się powoli za­zdrosny, a ludzie zaczynają podejrzewać. Nanę to też denerwo­wało, bo miała dość agresji zazdrosnego mężulka i tłuczenia ręką po twarzy. Prawdziwym powodem było jednak to, że Nana mę­czyła się zbyt szybko, a jej wiek był już niestosowny do wyczyno­wych zabaw. Czas było się ustatkować i pomyśleć, co dalej.
W GS marnowała zacny talent dyskotekowy, jednak szyb­ko sprawdziła się, jako ekonom, dzięki czemu dostała nominację do zarządzania lokalnym teatrem, który w tym czasie budowano. Zresz­tą, Nana miała tam jedno, całkiem nietrudne zadanie; budo­wać tak, by inni na tym skorzystali, a przy tym, nie zadawać trudnych pytań. Jej towarzysze woleli rozmawiać z nią w nieco od­mienny sposób, wykorzystując wprawną siłę, zdolnych do od­po­wiedniej wymowy ust.
W tym czasie, rozbudowywano stary budynek, aby z ba­raku uczynić cudo, zakładając teatr dla pospołu, do którego bu­dowy zwożono materiał. Ofcia rozdzielała go równo pomiędzy ko­legów, także kilkunastu osobom, dosyć się to opłaciło. Okazała wy­jątkową zdolność organizacyjną, którą łączyła z tym, że umiała każ­dego przekonać, gdy jej na czymś zależało. Umiała dogadywać się w trudnych kwestiach. Wzmacniała czyn inteligencją, której dzia­łania opiekunowie nie przewidzieli. Szybko udało się jej wy­zwolić spod wpływów, ale kiedy w Kurtowie rada wybierała bur­mistrza, w odwecie ją pominięto.
Taką wolę miał ostatni sekretarz – Witold Widlak, który nie zezwolił Nanie zostać włodarzem. Za to Nana, była za to na niego wściekła, jednak jako młoda paniusia w wieku lat niecałych czter­dziestu, nie mogła się zbytnio opierać jego wpływom, gdyż nie chciał on korzystać z dobrodziejstw jej natury, ani dysku­to­wać, brzydząc się tak poczynioną karierą.
Nana zrozumiała okoliczności i przystawała z każdym, kto mógł jej coś zaoferować, wspomagając w karierze. W ten sposób, za­pewniła sobie pierwszą kadencję.
Wykorzystując nieswoje dokonania i koniunkturę, szybko wmówiła ludziom, jak jest wspaniałą i dobrą organizatorką. W ska­li kraju, społeczeństwo traciło na przemianach, a bieda po­wszechniała. Nie przeszkadzało to Nanie, w zbiciu skromnej for­tuny. Początkowa garnęła nieznacznie, lecz z czasem przywykła do okrąglejszych kwot. Zyskiwała na agresji, postępując pazernie.  Umia­ła też zadbać o poparcie.
Znała wielu ludzi, gdyż bonzowie w latach osiemdziesią­tych, chcąc coś załatwić dla Kurtowa, wysyłali do różnych mini­sterstw węgorza, wódkę i Nanę. To powodowało, że Kurtowo cza­sem zyskiwało.
Nana wyrobiła kontakty i powoli zaczynała wspinać się po szczeblach kariery. Kiedy nie mogła czegoś załatwić, to przypomi­nała temu czy tamtemu oficjelowi pewne sytuacje, a ten zasko­czony, chciał – nie chciał, musiał pomóc.
Taki początek miała kariera, która z pozoru nietypowa, oka­zy­wała się dość powszechna. Naród biedny i upośledzony nie­rów­nościami, staje się taki, kiedy ślepo wierzy, że przywódcy sta­rają się, ale brak efektów powodowany jest sytuacją czy utrzy­mującym się działaniem złowrogiej komuny. Bzdura, której nie udaje się przemóc tej demokracji. Nie ma tu winy, ale jedynie ce­lowość.
Człowiek stałby się lepiej sytuowany, gdyby stawiano na demokrację. Postawiono na Nanę i wielu takich jak ona, stąd jed­ni stali się bardzo bogaci, inni biedni, a cała reszta, z utęsknie­niem oczekiwała „dobrych zmian”. Wreszcie, otwarto granice, a wte­dy młodzi gniewni, wyjechali szukać lepszych roz­wią­zań i ka­sy. Tymczasem, w Kurtowie śpiewano „Nanana…”.  
Po wygranych wyborach na radną w Kurtowie, Nana przy­stąpiła do przekonywania towarzyszy i towarzyszek do powiedze­nia jej stanowiska burmistrza. Miała niespełnione ambicje i czuła, że to wymarzone miejsce, w którym sprawdzi się najlepiej. Było to za­danie ciężkie, dlatego sprawę ułatwił fakt pozostawienia przez po­przednią, solidarnościową ekipę, miejskich nieruchomości.  
Cwańsi komuniści musieli się zabezpieczyć i uderzyć w biz­nes. Nie wiedzieli, jak ułożą się kolejne lata. Gdyby okazało się, że jednak solidaruchy nie są przekupne, mogło się to źle skończyć. Uczciwe sądy, prokuratury i urzędy, trzymające się jakiś zasad de­mo­kratycznych, strasznie utrudniałyby lokalne działania. Nie mo­gło być tak, że każdy miał mieć udział, względem własnych talen­tów, pracy i umiejętności. Od niepamiętnych czasów liczył się układ. Ten, został na lata utrwalony, jak chciała tego partia. Spo­łe­czeństwo zachowało możliwość pracy na rzecz rządzącej elity i sie­dzia­ło w przykurczu. Kto odezwał się nieproszony, dostawał ta­kiego kopa w dupę, że szybko zamykał się na propozycję. Kto był mą­dry i swój, miał szansę na jakiś mały ochłap, ponad to, co do­stawał zwykły „robol”. Tak narodziły się nowe elity państwa i jego naj­większy rak.
Nana doskonale wiedziała, że może im ułatwić wiele spraw. Oporniejszych przekonywała osobiście. Po kościach roze­szła się też sprawa autobusu i fakt, który budził wśród mieszkań­ców Kurtowa zgorszenie, krótko, ale dawał się we znaki Nanie, która musiała działać, aby informacyjna zaraza nie pokrzyżowała jej planów.
Pewnego razu, Nana schowała broń mężulka w pralce au­to­matycznej marki Frania. Pijany w trupa, nie zauważył tego fak­tu, gdy wyjeżdżał na inspekcję do stolicy województwa. W trakcie po­wrotu, zauważył że brakuje mu spluwy. Fakt ten, szybko zgłosił na lokalną komendę. Milicja rzewnie wyłapała pasażerów auto­busu i spałowała, bez zadawania zbędnych pytań. Pomocy udzie­liło także lokalne ORMO, które oporniejszych biło i kopało bez opa­miętania.  
Po kilku dniach aresztu i przesłuchań, okazało się, że lu­dzie ci są zupełnie niewinni. Ofcia oddała mężulkowi pukawkę, kiedy ten wytrzeźwiał. Sprawę śpiesznie zamieciono pod dywan. Szko­dziła reputacji oraz robieniu dalszej kariery. Ludzie ze stra­chu, szybko pozapominali. Co oporniejszym, udzielono pomocy w na­stąpieniu niepamięci, organizując wycieczki niebie­ską suką. Szep­tali czasem, jeden przez drugiego, ale Nana zapowiedziała, że „jak coś wyjdzie na wierzch, to koniec”.
Miała wtyki i wiedziała, jak załatwić daną osobę. Zresztą, by­ła wyjątkowo mściwa, a że udawała zawsze dobrą, starała się w ta­kich rzeczach, wyręczać innymi. Mściwość Nany była równie moc­na, jak jej zaciętość w łożu. Może, to cecha gwałtownych ko­biet, o których tak marzą mężczyźni?   
Stało się tak, że przy małym błogosławieństwu Komitetu i kil­ku dostojnych komunistów, marzenie Nany zostało spełnione. Te­raz, w podzięce szykował się wielki bal.
Po wyborze na burmistrza, Nana zabawiała się w jedno­stce wojskowej. W trakcie imprezki, okazało się, że zniknęła. Po­szu­kiwał jej mąż. No i znalazł, za kotarą. Jak zobaczył, co wyczy­nia, tak jej przyłożył, że towarzystwo przez kolejny kwadrans, wspie­rało poszukiwania części sztucznej szczęki.
Jeszcze raz! – krzyczał Norbert Tasiemiec. – To cię kurwo poła­mię!
Wybacz, ale to nie tak, jak myślisz! – odpowiedziała lekko stre­mowana Nana. – Sprawę wyjaśnimy na salonach – dodała.
            Względem męża nie czuła się jeszcze pewnie. Dopiero ko­lejne kadencje zaowocowały tym, że mąż w obawie przed jej zło­ścią, czynił honory gosposi.
Uratował Nanę stary porucznik, który za kotarą, był przez przy­padek i pouczył Tasiemca, że jeżeli nie podoba się mu forma, to może osobiście o tym zameldować. Tasiemiec wiedział, że stary Ry­szard Merklar, znał dokładnie jego życiorys polityczny, więc nie chciał zbytnio zadrażniać napiętej sytuacji.
Całej sprawie, przyglądał się Jurek Krasiulec, którego sam fakt poruszania się 40-letniej Nany, osobiście podniecał i ruszał. Wi­dzieli to przydupcy Krasiulca, Bogdan Kosidło i Józef Maciejo­wik. Żaden z nich nie był godny, aby wystartować do Nany, poza Jur­kiem, który często waląc ich po ryjach, przypominał im, że to on dostąpi niebawem zaszczytu. Dziewczętom z towarzystwa im­po­nował fakt, że Jureczek umiał przywalić w mordę dryblasom. Miało to swoje konsekwencje. Człowiek musi gdzieś odreagować. Ma­cie­jowik, wracając do domu, tłuk żonę po twarzy, a Kosidło bzy­kał okoliczne babki po oborach.
Po kilku wspólnych imprezach, Jurkowi w końcu udało się zbliżyć do upragnionego mięska.
Krasiulec w swoim gabinecie zorganizował małe spotka­nie, na które przyszła Nana, rozochocona osławionym, młodym bycz­kiem.  
Był drink, dymek z papierosa oraz dobry ruski kawior od so­jusz­ników z jednostki. Zapewnił, co trzeba. Jurek postarał się o zgra­nie spraw, które Nana lubiła. Zapuścił dla podbicia atmosfery sta­ry gramofon i tak przez kilka minut, słuchał młodej i gniewnej Na­ny.
W trakcie rozmowy, poruszała nieco bimbałkami, także de­kolt Jureczkowi bardzo przeszkadzał w koncentracji uwagi. Wo­dził za nimi oczyskami i oblizywał się nieziemsko. Nie mógł dłu­go znieść męczarni i podszedł blisko miejsca, w którym sie­działa.
– Nie mogę! – rzekł spontanicznie w jej stronę. – Już nie mogę dłużej, chcę ciebie!
Nana z poirytowaniem, zaśmiała się i machnęła ręką z politowaniem, w czym nie przeszkadzał lekki rausz. Rozczarowała się junakiem, przyglądając się z bliska możliwościom męskiego na­paleńca. Odmawiała mężczyznom, którzy mogliby nie sprostać jej oczekiwaniom.
– Co ty sobie Jurek myślisz, że ja jestem taka łatwa? – zasięgnęła języka. – Szczaw z ciebie i nie będziesz ślinił się i miętolił mi row­ka. – Wypierdalaj mi stąd!
– Ależ… – wypowiedział stremowany.
– Co „ależ”? Gówno „ależ”! – wrzasnęła Nana. – Nie ma! Nie dla psa kiełbasa! Ciesz się, że tu jesteś i słuchaj, co do ciebie powiem, albo ci małego utnę przy dupie. – Ja byłam kochanką szefa, bez któ­re­go nie miałbyś szansy zaistnieć. To był człowiek z klasą – za­drwiła. – Ty… – zawahała się. – Jesteś gnojkiem! – zaryczała.  
            Zlitowała się nad Krasiulcem, dostrzegając w nim ogniwo żalu. Zawiedziony wpadką, nie mógł odczuć całkowitego odrzu­ce­nia, gdyż to utrudniłoby znacznie współpracę.
– Coś ci doradzę – powiedziała. – W Kurczewie jest młoda sekre­tarzowa, stary Pachwica ją do niedawna buchał. Możesz spróbo­wać zbliżyć się do niej. – Jolcia jest fikuśna. – Byłam raz z nią na dancingu. Nieco może wstydliwa, ale chętna. Zresztą, ty ćwoku jesteś z tamtych terenów. – Weź się za nią, dobrze ci radzę…
Jurek wkurwił się, ale zbyt bał się Nany. Przełknął ślinę i powrócił na miejsce. Zasiadł za biurkiem, odpalił szluga i łapczy­wie wdychał dym.
– Co tak się rajcujesz?! – huknęła Nana. – Zachowujesz się jak palant. Mało dup w terenie? – Masz władzę, przyjmij sobie jakieś i pykaj do woli, póki masz czym. – Nie lubię takich ciach jak ty… Przy­kro mi, nie jesteś w moim menu na najbliższe dwudziestole­cie.
Nana wypowiadając to, śmiała się do rozpuku. Krasiulec cierpiał wewnętrznie. Po spotkaniu, gdy Nana już wyszła, starym zwyczajem, wszedł do sekretarzowej i wymiętosił ją, aż iskry szły z tyłka. Nawoływała osobliwie: – Juruś! – Juruś!
Krasiulcowi, nigdy nie udało się postawić na swoim i do­sięgnąć Nany. Ze strachu przed nią, więcej nie próbował. No, a z dru­giej strony, gdyby tylko Norbi się dowiedział; posiadał broń i mógł Jurka postrzelić. Nie dawało to Krasiulcowi spokoju. Zaczął z żalu porażki, więcej niż zazwyczaj chlać i jeździć samochodem na gazie. Życie mogło dla niego samego, stracić sens na długie lata. Czuł się odepchnięty. W polityce i w seksie, nie ma nic za dar­mo.
W Kurtowie powstała elita polityczna. Klasa uprzywi­lejowa­nych, która z gołodupców, stała się bardzo bogata. Utrzy­mywali relacje biznesowe, polityczne oraz towarzyskie. Nana w gronie lekarzy, lubiła zabawiać się w okolicznym hotelu, gdzie od czasu do czasu, dawała popis mistrzowskich tańców na blacie. Jurek i jego przydupce nie byli zapraszani na dancingi, więc pomyśleli, aby z czasem jakiś kurort wybudować, w którym będą pokoiki i barek oraz kominek, aby można było podobne bezeceń­stwo realizować. 
Znając terminy inwestycji, mając wgląd do papierków, Na­na kombinowała, aby każdy mógł coś uszczknąć. Aby rządzić, na­leżało się zabezpieczyć. Przede wszystkim, zebrać wokół siebie ludzi, którzy będą jej wiele zawdzięczać oraz takich, którzy będą my­śleli, że jest jeszcze czas i pewnego dnia, może coś dostaną.
Społeczeństwo miało myśleć, że działa się dla nich. Ludzie byli głupi i przyjmowali każdą rzecz, jako wyraz łaski pańskiej.  Na­na o tym wiedziała i tak manewrowała, że wyhodowała nową kla­sę politycznych bonzów, którzy z gołodupców, stali się lokal­nymi grafami, trzęsącymi Kurtowem. Majątek na ten cel, pobrali z działających za komuny firm, które dzięki koneksjom, legalnie okra­dli.
Układ kwitł, dzięki publicznej kasie. Cały naród zapraco­wał na to, co wybrani spijali w dietach, gruntach i lokalach. Ach, to były czasy… Biznes kręcił się, zarządzany umiejętnie.  
Ofelia Tasiemiec rządziła wiele lat, niestrudzenie podej­mując próby wciśnięcia mieszkańcom, jak to dobrze i niezastąpie­nie potrafi czynić. Zjednoczyło się wokół niej wielu zacnych oby­wateli. W okresie zmiany ustrojowej, przejęli oni władzę na róż­nych szczeblach. Pamiętali, kim byli i co robili ich rodzice i krew­ni. Maczali się w powszechnym gównie jak reszta. Z tą różnicą, że oni – niesłusznie dumni i otwarci, potrafili w tym odpowiednim, przełomowym momencie wziąć sprawy we własne ręce i przenik­nąć do serca tworzącego się układu. Za dobrych czasów kolek­tywu, nie było to możliwe, gdyż należało zachowywać pozory, że każdy ma prawo i jest równy. Wobec tego, partia działała na rzecz ludzi.
Nikt z partii nie przewidział jednak, że zmiany i poluzowa­nie łańcucha społecznego, spowodują że pazerność i dawne zacie­trzewienie, wyjdą na wierzch, wezmą tryumf nad rozsądkiem i spo­wodują, że Polgar będzie rozdarty na strzępy. I znowu, jak przed wiekami, z pomocą przybył jedyny i powszechny zbór cza­rowników i jego kapłani.
Złagodzono obyczaje, zniesiono związki zawodowe. Dano no­wym pracodawcom większe prawa, zagarnięto sądy i aparat uci­sku. Zastanowić się tylko należy, jak to możliwe, że wszyscy, bę­dąc jednakowo biedni, nagle stali się w swej masie jeszcze bied­niejsi? Odstępstwem od reguły, była klasa polityczna i związkowa, która potrafiła stać się na tyle bogata, że wytworzyła nowe, sztucz­ne elity.
Bogacono się na różne sposoby – wchodząc w układy, sprze­dając obcym ustawy, zapewniając przepływy. Z pomocą przy­szły media, które powierzchownie przedstawiały sytuację, ła­godziły wpadki i cementowały układały. Odwieczny sojusznik, grzmiał z ambon: – Po śmierci będzie już tylko lepiej. Za oparcie, bez­problemowo zbierał należną daninę, będąc zwolnionym z po­datków i nadzoru państwa. Czarownicy otrzymali większe moż­liwości, związane z rozwojem techniki. Głosili hasła w radiu i tele­wizji, upowszechniając magię i czary.
Prowincja okazywała się doskonałym rajem, w którym każda rzecz była możliwa. Łachudry takie jak Tasiemiec, Krasiu­lec, Bułka i Maciejowik, korzystając z naiwności ogółu, na który pluli, przed którym udawali dobrych, ustawiły się „na bogato”. Ko­rzystali na tym, że naród Polgarów stracił wyczucie. Nie był się już w stanie zjednoczyć, a dawna klątwa hamowała wszelką inicjatywę. Mądrzejsze jednostki niszczono, dając głupcom in­stru­menty i pieniądze do tego, by nie wybił się nikt, kto byłby w stanie rozwinąć dobrobyt i spowodować, że naród ten mógłby czego­kolwiek żądać.
Prowincjusze tworzyli układ z Warchołowem. Powstał ogól­nonarodowy plan wyjebania ambitniejszych jednostek poza gra­nicę. Zasłużył się w tej materii Leszek Meller i Olek Kwas. Pozostałe osoby w kraju, można było łatwo stłamsić i zgasić, choć­by ekonomicznie, blokując warunki do rozwoju. Istniała nieskoń­czona lista możliwości, a forma zależała wyłącznie od fantazji. Opor­nych można było poszczuć policją, służbami, urzędem skar­bowym, sądem i prokuratorem. Nikt nie wychodził z opresji cało, koń­czyło się więzieniem albo mandatem, za który, nałożona kwo­ta była tak niebotyczna, że w spłatę angażował się wyszkolony do za­dań komornik, nie pozostawiając ofiary z pu­klem włosów w rę­ku.
Banki zachodnie kosiły bajońskie prowizje za konto czy kre­dyt, a zakłady pracy zmuszały do przynależności do systemu kont i lokat, premiując pracowników „stówką” za utworzenie ra­chunku. Pojawiły się debety, pierwsze zaliczone braki spłat, itd. Ban­ki, wspólnie z namnożonymi jak grzyby po deszczu firmami win­dy­kacyjnymi, zbierały obfity plon. Układ zamknięty pasł się i żarł, kontrolując życie codzienne Polgarczyka. Te same banki, na zachód stąd, nie stosowały już takich norm, ale kto przejmowałby się takimi niedorzecznościami. Klasa polityczna Polgaru żarła z „pierwszego koryta” i garnęła co mogła, pieprząc farmazony, od których uszy puchną… ale kto łachudrze zabroni? Jak mawia przysłowie geniuszy od polityki sejmowej: „naród jest jak trawa, można skosić, to odrośnie” i jeszcze inne: „jakiegoś mnie stwo­rzył, takiegoż mnie masz”. Patrząc na niektórych polityków, zdro­wy rozum oburza się i pyta: skąd się wziął dany debil? Otóż źle czyni, bo należy przyjąć – postępując za klasykiem, że część spo­łeczeństwa, to zwykli idioci, których przekrój intelektualny, sta­nowi warstwa reprezentująca.
Czarownicy głosili miłosierdzie, niosąc na przedzie święte obrazki, ale za pazuchą skrywali sztylet, którym gromko razili biedne i oporne jednostki. Powstał obóz koncentracyjny albo więzienie, nie państwo… taki obóz o niezaostrzonym rygorze, bez strażników z bronią. Rolę porządkowych przejęli „kapo”, którzy słu­żąc wrogowi oraz własnej pustej i tępej pale, żyli lepiej niż prze­ciętnie, a innych prowadzili na szafot.
Celowo trzymano Polgarów za ryj, aby wyżej nie unieśli głowy. Ideolodzy tego nurtu, wierzyli iż należy odbudować przed­wojenne elity. Dlatego społeczeństwo miało ograniczony dostęp do pieniądza, tylko wybrani zyskiwali fortuny: elita to elita, musi od­znaczać się na tle pozostałych.
Wybór pozostawiono... gdy ktoś chciał więcej, to mógł wy­jechać albo zająć się prostytucją, sprzedając własne ciało, córki bądź syna. Owi „kapo” nażarli się już, razem z czarownikami, a krew w nich wrzała, więc zapragnęli podymać za pół darmo…
Zjawiska te określano mianem „demokracji”. Za ludowej wła­dzy nie do pomyślenia było traktowanie człowieka niżej zwie­rzęcia. Łechcąc i nęcąc, zwabili ludzi w potrzask, zniewalając i sub­telnie układając przy glebie. Czas bohaterów przeminął. Wiel­cy i „walczący z układem” grają na nosie uczuć narodu, który prują aż… Piękny jest kraj mogił, który własnych, wartościowych ludzi, posyła na szafot… lecz „nadstaw drugi policzek” – w końcu tak głosi idea. 
Poza granicami, Polgarowie stanowili tanią siłę roboczą, nie­mającą na nic wpływu. Byli też alternatywą dla rozleniwionych ludzi Zachodu, w przypadku ich ewentualnego buntu, co do wa­runków pracy i płacy. Ponadto, ich obecność obniżyła wartość wy­nagrodzenia. Dla całej Europy, było to bardzo korzystne roz­wiązanie. Zamiast pozwolić na utrzymanie fabryk w Polgarze i stracić rynki na Wschodzie, udało się dzięki łapówkom, działającą gospodarkę rozbebeszyć, a taniego pracownika zabrać do siebie. Wciąż wybrane towary trafiały tam, gdzie trzeba, a Polgary na nic nie miały wpływu. Skończyły się światowe rankingi w sferze go­spo­darek wolnorynkowych. Dziwnym zrządzeniem po przemia­nach, kraj nie uplasował się na żadnych znaczących pozycjach. Cze­mu było to możliwe za „czerwonej zarazy”? Ot, tajemnica poli­szynela albo perpetuum mobile.  
Prowincja była kluczem do drzwi, które zamykały kraj Pol­garów na kolejne lata, skazując na upokorzenie i biedę jego lud­ność.
Był to plan prawie doskonały...
Najwięksi bohaterowie Polgaru wyruszyli w samotny marsz, ku chwale dawnej dumy i wielkości. Ostatni marsz...
Znając kulisy spraw, których przeciętny Polgarczyk nie ogar­niał, postanowili złożyć życie na szali, by zjednoczyć ku chwa­le dumny i silny naród, który mógłby wznieść nad światem wielką flagę mądrości i rozumu. Bo Polgary tworzyli, myśleli i walczyli z rów­ną zaciekłością, co otumaniali się głupotą. Jednak wyjść z tej głu­poty, oznaczało żyć w chwale, nie w nędzy i sztucznym upadku.
To Polgar tworzył synów ziemi; mocnych i surowych jak li­ta skała. Nie miał być to kraj dziwek i alfonsów, skurwieli i dywer­santów, pisarzy oraz nieuczciwych sędziów i stróżów prawa, lecz kraj mądrości i człowieka.
Zanim umrze duch narodu, świat musi poczuć moc jego bi­jącego serca, usłyszeć siłę maszerujących stóp, walących o zie­mię ojców i matek w jedności. Ziemia uchwyci wiew powietrza, po­ru­szanego siłą ramion maszerujących hord dawnych Polgarów.
Powstają z dumą, ku chwale swych miast, ku chwale kraju. Wal­czą o byt lub giną, umarli za życia.  
Perkun wzywa ku ostatniej posłudze…
Zdrajcy Polgaru strwożeni w strachu. Psy niewierne, które okaleczyły matkę, wydając na świat bezbożne bękarty. Przeklęte bę­dą wśród ofiar wasze plwociny.
Kurwy, nazywające siebie „ludźmi”, dające dupy na rogach ulic, sprzedające bliźnich za papierową mamonę, zakrywające zwy­rodniałość miłosierdziem wiary. Tysiące niesłusznie skaza­nych przez bliźnich, z winy nieposiadania, zamęczonych z biedy, wy­klętych z niedouczenia. Zapomniani z pochodzenia, którym wmó­wiono, że istnieją „lepsi i gorsi”, łamiąc jeden lud Polgaru, zmu­szony do kombinowania i okradania rodzin. Zakłamani we wła­snej historii i nauczeni odruchowej nienawiści, przyjaciele zdra­dzeni o świcie, dbający o własne dobra, zdychajcie przepeł­nieni jałmużną oszustów.


Wiocha. Powieść jebitna - fragment 


Wiocha. Powieść jebitna - fragment  (uwaga tekst 18 plus)






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Decyzja o wyborze i zatrudnieniu należała wyłącznie do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, jako pracodawcy

W ramach działania „Donos obywatelski” otrzymaliśmy informację, że w jednej z jednostek podległych burmistrzowi miasta Mrągowa została zatrudniona radna miejska, Ewa Szałachowska. Chcąc sprawdzić informację, dnia 21 września 2017 r. zwróciliśmy się do Otolii Anny Siemieniec z pytaniami prasowymi. Pytaliśmy także, ilu radnych znalazło już zatrudnienie w jednostkach podległych, kierowanych przez burmistrza miasta Mrągowa. Odpowiedź nadeszła 26 września 2017 roku i skierowano nas do lektury Biuletynu Informacji Publicznej, który znajduje się na stronie Urzędu oraz z którego jasno wynika, w jakich jednostkach, zakładach, firmach pracują radni bądź, jaki zawód wykonują lub działalność prowadzą – tłumaczyła burmistrz. Urząd Miejski w Mrągowie nie prowadzi listy radnych pracujących w jednostkach podległych. MOPS tłumaczył się praktyką, wskazując inne przykłady naborów, na które nie wpłynęła żadna oferta, bo ludzie nie chcieli pracować. Tym razem, gdy MOPS szukał pracownika na instruktora, ni…

Pytania o kasę rządzących

Pytania o pieniądze stanowią najcięższy aspekt pracy dziennikarskiej. Jakkolwiek nie będzie, czy słońce czy deszcz, pieniądze wywołują największe emocje. I to w każdym, bez wyjątku. Zapiski Mazurskie zwróciły się do burmistrza miasta Mrągowa, z zapytaniem dotyczącym radnych miasta, prosząc o wskazanie, którzy z nich pracują w jednostkach podległych burmistrzowi. Sugerowaliśmy się tym, że mieszkańcy miasta, mają prawo wiedzieć, jeśli idzie o osoby reprezentujące, czy występują w Mrągowie tzw. „stosunki zależności”. Odpowiedź uzyskaliśmy. Wskazano mam stronę internetową, na której znajdują się oświadczenia majątkowe radnych Rady Miejskiej w Mrągowie, z których jasno wynika, w jakich jednostkach, zakładach, firmach pracują radni bądź jaki zawód wykonują lub działalność prowadzą. 
Burmistrz nie prowadzi ewidencji  Stwierdzono, że Urząd Miejski w Mrągowie, nie prowadzi ewidencji listy radnych pracujących w jednostkach podległych. Czyżby burmistrz nie wiedziała, komu i jak miasto płaci z poda…

List społecznie otwarty do władz Mrągowa w sprawie prawa do pomocy dla ofiar przemocy w mieście Mrągowo

Prezes Sądu Rejonowego w Mrągowie Komendant KPP w Mrągowie Burmistrz Miasta Mrągowo Rada Miasta Mrągowo

List społecznie otwarty do władz Mrągowa w sprawie prawa do pomocy dla ofiar przemocy w mieście Mrągowo
Zwracam się do Prezesa Sądu Rejonowego: Sąd Rejonowy w Mrągowie odmówił prawa do podejmowania działań w obronie matki „ uzasadniając, że przemoc wobec matki nie narusza praw córki.” Sąd Rejonowy w Mrągowie odrzuca wnioski dowodowe bez zapoznania się z wniesionymi dowodami. Jaka jest podstawa prawna do stwierdzenia, że dowód bez oględzin zawartości płyty CD nie ma znaczenia dla sprawy. Uprzejmie zwracam uwagę, iż w SR nie można rejestrować posiedzeń sądu, co utrudnia zwykłym obywatelom nie prawnikom komunikację i zrozumienie wygłaszanych treści przez Sędziego SR. Pragnę zaznaczyć, że mam utrudniony dostęp do akt spraw, które dotyczą obrony ofiary przemocy przed przemocą. 
Zwracam się do Komendanta KPP w Mrągowie: Pokrzywdzona zaskarża publicznie praktyki lekceważenia składanych zawiadomie…

Mrągowo: Idzie po kasę

Redakcja Zapiski Mazurskie miała okazję porozmawiać z człowiekiem, który będzie kandydatem na burmistrza Miasta Mrągowa w roku 2018. Ustaliliśmy, że nie podamy personaliów z uwagi na to, że pracuje on w jednej z jednostek podległych burmistrzowi miasta Mrągowa, Otolii Annie Siemieniec, a nie chcielibyśmy przed czasem powodować nietypowych sytuacji.
Osoba ta, zgodziła się na udzielenie nam wywiadu. Energiczny człowiek przywitał nas. Nazwaliśmy go Jan Kowalski. Wszelkie wyrażone zdania wiążą się z prawem do krytyki oraz znajdują w granicach dopuszczonych prawem, przysługującym tak mediom jak i osobom wypowiadającym własne zdanie.
Redakcja zastrzega, że nie ujawni danych osoby, bez nakazu Sądu. Informacje zostały zmodyfikowane, aby identyfikacja osoby była niemożliwa. Poza tym nie chcemy nikogo promować. 





Redakcja Zapiski Mazurskie (ZM):Witam Pana i dziękuje, że wyraził Pan zgodę na rozmowę Jan Kowalski (JK): Dzień dobry Panu. ZM:Czy prawdą jest, że Pan wystartuje? JK: Zdecydowałem tak. Wid…

Radny Miksza rezygnuje z przynależności do klubu Siemieniec

DO   ZARZĄDU  MRĄGOWSKIEJ  WSPÓLNOTY   SAMORZĄDOWEJ   W  MRĄGOWIE  W SKŁADZIE:

1.PANI  OTOLIA  SIEMIENIEC   PRZEWODNICZĄCA  ZARZĄDU 2.PAN  TADEUSZ  ORZOŁ  ZASTĘPCA  PRZEWODNICZĄCEGO 3. PANI  BEATA  FURMANEK  SEKRETARZ  ZARZĄDU 4.PAN  TOMASZ  WITKOWICZ  CZŁONEK  ZARZĄDU 5. PAN  HENRYK  NIKONOR  CZŁONEK  ZARZĄDU

UPRZEJMIE  INFORMUJĘ, IŻ  SKŁADAM  REZYGNACJĘ  Z   PRZYNALEŻNOŚCI   DO MRĄGOWSKIEJ  WSPÓLNOTY   SAMORZĄDOWEJ.
POWODY  SĄ  NASTĘPUJĄCE:
NIE  MOGĘ  SIĘ ZGODZIĆ I NIE ZGADZAM SIĘ  Z TYM,  ŻE  PANI  BURMISTRZ  MRĄGOWA  W  BUDŻECIE  NA 2018  ROK  I NA 2019  ROK WPROWADZIŁA  DO INWESTYCJI  PRZEBUDOWA  I ROZBUDOWA  AMFITEATRU  W  MRĄGOWIE  PRZY  UL.  JASZCZURCZA  GÓRA  WARTOŚCI  2 982 410   ZŁ.  W CAŁOŚCI  PODTRZYMUJĘ  TO  CO  W TEJ  SPRAWIE  POWIEDZIAŁEM  NA POSIEDZENIU  POŁĄCZONYCH  KOMISJI RADY  MIEJSKIEJ  W MRĄGOWIE  PRZED  SESJĄ RADY  MIEJSKIEJ  W DNIU  20 GRUDNIA  2017 R, JAK I NA SESJI RADY  MIEJSKIEJ W MRĄGOWIE  W  DNIU  21 GRUDNIA 2017 R .  PISEMNE  OŚWIADCZENIA W TEJ  SPRAWIE  SĄ  DOŁ…

Mrągowo: pozarządowcy zawnioskowali o nagrodę Niezapominajki

Pozarządowcy ze Stowarzyszenia SEEiK, działającego w Mrągowie od 2006 roku, zawnioskowali do burmistrza miasta Otolii Anny Siemieniec o nagrodę Niezapominajki dla Dominika Damiana Tarnowskiego, pełniącego w Mrągowie funkcję radnego powiatu mrągowskiego, radnego miasta Mrągowa, starosty powiatu mrągowskiego oraz dyrektora biura poselskiego. Obecnie Dominik Damian Tarnowski pełni społeczną funkcję radnego powiatu mrągowskiego i jest jednym z najaktywniejszych radnych, spotykającym się z mieszkańcami. Dyżuruje w budynku starostwa powiatowego w Mrągowie. 


Wnioskowali obiektywie  Ze wszystkich instytucji oraz mediów działających w powiecie mrągowskim, Stowarzyszenie SEEiK oraz prowadzone przez nie, Zapiski Mazurskie były najbardziej krytyczne do działań Dominika Damiana Tarnowskiego, co oznacza że wnioskodawca był maksymalnie obiektywny, składając wiosek.  Sytuację można przyrównać do tego, jakby prezes Jarosław Kaczyński zawnioskował o nagrodę dla przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Do…

Stanisław Bułajewski – porady prawne za darmo?

Radny wojewódzki, Stanisław Bułajewski bogaty nie jest, ale też nie zalicza się do biednych mieszkańców miasta Mrągowa. Nie jest rodowitym mrągowianinem, ale osobą napływową z terenów powiatu piskiego. Pochodzący z Pisza doktor prawa, konstytucjonalista i samorządowiec jest jednym ze specjalistów, znających się na zagadnieniach samorządowych. Prywatnie przyjaźni się z Józefem Maciejewskim i wywodzi się z grupy, którą kieruje wójt Jerzy Krasiński. Bułajewski przez niektórych widziany byłby na stanowisku burmistrza miasta Mrągowa. Ludzie obdarzają Bułajewskiego zaufaniem, gdyż udziela on bezpłatnych porad prawnych i deklaruje otwarcie, że może zająć się sprawą każdego. Podaje swoje dane kontaktowe i zachęca mieszkańców do współpracy. My bezskutecznie pisaliśmy nasze pytania: z nami chyba nie rozmawia. Bułajewski z PSL startował do Sejmiku, do którego się dostał i został wiceprzewodniczącym Komisji Samorządu Terytorialnego i Bezpieczeństwa Publicznego. Prywatnie mąż Marty Bułajewskiej, oj…

Mrągowo bez przemocy

Mrągowo bez Przemocy, to miejsce w sieci społecznościowej, w którym spotykają się osoby doświadczające przemocy, zarówno domowej jak i instytucjonalnej. Przemoc to przemoc. Nie pozostawia złudzeń, co do jej straszliwych skutków. Kilka uwag w tym zakresie napisał nam Dominik, człowiek młody i otwarty na ludzi, który niestety z przemocą się zetknął.  Przykre jest to, że młodzi ludzie uczą się o obowiązującym systemie z praktyki życiowej. Co na to unijne regulacje? Zapewne stanowią piękny koloryt niepasujący do naszego wymiaru sprawiedliwości. 



Przestępstwo -> interwencja policji -> wyrok sądowy -> kara dla przestępcy Wydaje nam się, że tak w uproszczeniu działa procedura wymiaru sprawiedliwości. Niestety często tak nie jest. Aby obywatel liczył na taki przebieg sprawy, musi być połączony interesem z lokalnymi instytucjami: policją i/albo sądem, albo z samym przestępcą. Brzmi paradoksalnie? Ale tak to działa naprawdę. Ofiara zostaje pobita przez przestępcę, policja mówi, żeby z tym …

Siemieniec nie wybuduje i nie utwardzi drogi – ale Tarnowski zrobi to na pewno

Mieszkańcy ulicy Sienkiewicza w Mrągowie, którzy wnieśli pismo do Urzędu Miejskiego w Mrągowie, prosząc o poprawę nawierzchni drogi dojazdowej  otrzymali wreszcie odpowiedź, w której jasno zaakcentowano – Siemieniec drogi nie wybuduje.   Moim zdaniem przeliczyła, że straci z 200 głosów i dlatego nie jest to dla niej priorytet – uważa Marcin Łupkowski – prezes SEEiK.

– Radni „czopkują”, zatem ona robi, co chce. – Niezdrowa sytuacja. – Ta kobieta liczy sztuki – w 2014 o mało, całkiem przypadkowo nie wygrał Waldemar Cybul – zobaczymy jak rozwinie się sprawa w 2018 – jedno jest pewne – Komisji Wyborczych należy pilnować i taki monit będziemy społecznie prowadzić, jako gazeta. – Jedyne, co pozostaje ludziom z Sienkiewicza, to pokazać babci (Otolia Anna Siemieniec ma wnuki), że może liczyć na większe veto i wspólnie głosować na kogoś innego. 


Siemieniec twierdzi, że pozostanie jak jest – przynajmniej na chwilę obecną. Odmiennego zdania jest lider mrągowskiej organizacji Niezależni – Samorząd…

Mrągowo: czasy przełomu i współczesne dylematy inwestycyjne

Mrągowo uchodziło niegdyś za miasto rozwojowe. Za dobrych czasów PRL-u mieszkańcy zadecydowali o budowie obiektu Centrum Kultury i Turystyki, a Rada Narodowa brała na ten cel kredyt. Następnie uruchomiono Piknik Country, który rozsławił Mrągowo. Na tej kanwie zapoczątkowano Festiwal Kultury Kresowej oraz Mazurską Noc Kabaretową. Z wiejskiego ośrodka kultury, CKiT przerodził się w prawdziwą kuźnię kadr, ale do czasu.  W GS-ie jedna Panna handlowała pończoszkami z NRD, a jeszcze inna kręciła się przy wojskowych, za co zyskała na znaczeniu jej pozycja społeczna. Pozostało tylko robić karierę. Takich karier uczyniono wiele, bo świat jest za mały, aby o tym nie pamiętać. Historia mrągowskiego PRL-u nie doczekała się solidnych opracowań, a warto bo byłoby o czym poczytać. Jeden obecny radny ponoć tak pił, że znajdowano go potem w kałuży, a to zapisywano w raportach. Ciekawe czemu Mrągowo nie doczekało się solidnej monografii dotyczącej epoki PRL-u?   


Zasłużeni na lewicy  Zasłużonych w zakresi…

Etykiety

Pokaż więcej

Popularne tematy

Decyzja o wyborze i zatrudnieniu należała wyłącznie do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, jako pracodawcy

W ramach działania „Donos obywatelski” otrzymaliśmy informację, że w jednej z jednostek podległych burmistrzowi miasta Mrągowa została zatrudniona radna miejska, Ewa Szałachowska. Chcąc sprawdzić informację, dnia 21 września 2017 r. zwróciliśmy się do Otolii Anny Siemieniec z pytaniami prasowymi. Pytaliśmy także, ilu radnych znalazło już zatrudnienie w jednostkach podległych, kierowanych przez burmistrza miasta Mrągowa. Odpowiedź nadeszła 26 września 2017 roku i skierowano nas do lektury Biuletynu Informacji Publicznej, który znajduje się na stronie Urzędu oraz z którego jasno wynika, w jakich jednostkach, zakładach, firmach pracują radni bądź, jaki zawód wykonują lub działalność prowadzą – tłumaczyła burmistrz. Urząd Miejski w Mrągowie nie prowadzi listy radnych pracujących w jednostkach podległych. MOPS tłumaczył się praktyką, wskazując inne przykłady naborów, na które nie wpłynęła żadna oferta, bo ludzie nie chcieli pracować. Tym razem, gdy MOPS szukał pracownika na instruktora, ni…

Pytania o kasę rządzących

Pytania o pieniądze stanowią najcięższy aspekt pracy dziennikarskiej. Jakkolwiek nie będzie, czy słońce czy deszcz, pieniądze wywołują największe emocje. I to w każdym, bez wyjątku. Zapiski Mazurskie zwróciły się do burmistrza miasta Mrągowa, z zapytaniem dotyczącym radnych miasta, prosząc o wskazanie, którzy z nich pracują w jednostkach podległych burmistrzowi. Sugerowaliśmy się tym, że mieszkańcy miasta, mają prawo wiedzieć, jeśli idzie o osoby reprezentujące, czy występują w Mrągowie tzw. „stosunki zależności”. Odpowiedź uzyskaliśmy. Wskazano mam stronę internetową, na której znajdują się oświadczenia majątkowe radnych Rady Miejskiej w Mrągowie, z których jasno wynika, w jakich jednostkach, zakładach, firmach pracują radni bądź jaki zawód wykonują lub działalność prowadzą. 
Burmistrz nie prowadzi ewidencji  Stwierdzono, że Urząd Miejski w Mrągowie, nie prowadzi ewidencji listy radnych pracujących w jednostkach podległych. Czyżby burmistrz nie wiedziała, komu i jak miasto płaci z poda…

List społecznie otwarty do władz Mrągowa w sprawie prawa do pomocy dla ofiar przemocy w mieście Mrągowo

Prezes Sądu Rejonowego w Mrągowie Komendant KPP w Mrągowie Burmistrz Miasta Mrągowo Rada Miasta Mrągowo

List społecznie otwarty do władz Mrągowa w sprawie prawa do pomocy dla ofiar przemocy w mieście Mrągowo
Zwracam się do Prezesa Sądu Rejonowego: Sąd Rejonowy w Mrągowie odmówił prawa do podejmowania działań w obronie matki „ uzasadniając, że przemoc wobec matki nie narusza praw córki.” Sąd Rejonowy w Mrągowie odrzuca wnioski dowodowe bez zapoznania się z wniesionymi dowodami. Jaka jest podstawa prawna do stwierdzenia, że dowód bez oględzin zawartości płyty CD nie ma znaczenia dla sprawy. Uprzejmie zwracam uwagę, iż w SR nie można rejestrować posiedzeń sądu, co utrudnia zwykłym obywatelom nie prawnikom komunikację i zrozumienie wygłaszanych treści przez Sędziego SR. Pragnę zaznaczyć, że mam utrudniony dostęp do akt spraw, które dotyczą obrony ofiary przemocy przed przemocą. 
Zwracam się do Komendanta KPP w Mrągowie: Pokrzywdzona zaskarża publicznie praktyki lekceważenia składanych zawiadomie…

Mrągowo: Idzie po kasę

Redakcja Zapiski Mazurskie miała okazję porozmawiać z człowiekiem, który będzie kandydatem na burmistrza Miasta Mrągowa w roku 2018. Ustaliliśmy, że nie podamy personaliów z uwagi na to, że pracuje on w jednej z jednostek podległych burmistrzowi miasta Mrągowa, Otolii Annie Siemieniec, a nie chcielibyśmy przed czasem powodować nietypowych sytuacji.
Osoba ta, zgodziła się na udzielenie nam wywiadu. Energiczny człowiek przywitał nas. Nazwaliśmy go Jan Kowalski. Wszelkie wyrażone zdania wiążą się z prawem do krytyki oraz znajdują w granicach dopuszczonych prawem, przysługującym tak mediom jak i osobom wypowiadającym własne zdanie.
Redakcja zastrzega, że nie ujawni danych osoby, bez nakazu Sądu. Informacje zostały zmodyfikowane, aby identyfikacja osoby była niemożliwa. Poza tym nie chcemy nikogo promować. 





Redakcja Zapiski Mazurskie (ZM):Witam Pana i dziękuje, że wyraził Pan zgodę na rozmowę Jan Kowalski (JK): Dzień dobry Panu. ZM:Czy prawdą jest, że Pan wystartuje? JK: Zdecydowałem tak. Wid…

Radny Miksza rezygnuje z przynależności do klubu Siemieniec

DO   ZARZĄDU  MRĄGOWSKIEJ  WSPÓLNOTY   SAMORZĄDOWEJ   W  MRĄGOWIE  W SKŁADZIE:

1.PANI  OTOLIA  SIEMIENIEC   PRZEWODNICZĄCA  ZARZĄDU 2.PAN  TADEUSZ  ORZOŁ  ZASTĘPCA  PRZEWODNICZĄCEGO 3. PANI  BEATA  FURMANEK  SEKRETARZ  ZARZĄDU 4.PAN  TOMASZ  WITKOWICZ  CZŁONEK  ZARZĄDU 5. PAN  HENRYK  NIKONOR  CZŁONEK  ZARZĄDU

UPRZEJMIE  INFORMUJĘ, IŻ  SKŁADAM  REZYGNACJĘ  Z   PRZYNALEŻNOŚCI   DO MRĄGOWSKIEJ  WSPÓLNOTY   SAMORZĄDOWEJ.
POWODY  SĄ  NASTĘPUJĄCE:
NIE  MOGĘ  SIĘ ZGODZIĆ I NIE ZGADZAM SIĘ  Z TYM,  ŻE  PANI  BURMISTRZ  MRĄGOWA  W  BUDŻECIE  NA 2018  ROK  I NA 2019  ROK WPROWADZIŁA  DO INWESTYCJI  PRZEBUDOWA  I ROZBUDOWA  AMFITEATRU  W  MRĄGOWIE  PRZY  UL.  JASZCZURCZA  GÓRA  WARTOŚCI  2 982 410   ZŁ.  W CAŁOŚCI  PODTRZYMUJĘ  TO  CO  W TEJ  SPRAWIE  POWIEDZIAŁEM  NA POSIEDZENIU  POŁĄCZONYCH  KOMISJI RADY  MIEJSKIEJ  W MRĄGOWIE  PRZED  SESJĄ RADY  MIEJSKIEJ  W DNIU  20 GRUDNIA  2017 R, JAK I NA SESJI RADY  MIEJSKIEJ W MRĄGOWIE  W  DNIU  21 GRUDNIA 2017 R .  PISEMNE  OŚWIADCZENIA W TEJ  SPRAWIE  SĄ  DOŁ…

Mrągowo: pozarządowcy zawnioskowali o nagrodę Niezapominajki

Pozarządowcy ze Stowarzyszenia SEEiK, działającego w Mrągowie od 2006 roku, zawnioskowali do burmistrza miasta Otolii Anny Siemieniec o nagrodę Niezapominajki dla Dominika Damiana Tarnowskiego, pełniącego w Mrągowie funkcję radnego powiatu mrągowskiego, radnego miasta Mrągowa, starosty powiatu mrągowskiego oraz dyrektora biura poselskiego. Obecnie Dominik Damian Tarnowski pełni społeczną funkcję radnego powiatu mrągowskiego i jest jednym z najaktywniejszych radnych, spotykającym się z mieszkańcami. Dyżuruje w budynku starostwa powiatowego w Mrągowie. 


Wnioskowali obiektywie  Ze wszystkich instytucji oraz mediów działających w powiecie mrągowskim, Stowarzyszenie SEEiK oraz prowadzone przez nie, Zapiski Mazurskie były najbardziej krytyczne do działań Dominika Damiana Tarnowskiego, co oznacza że wnioskodawca był maksymalnie obiektywny, składając wiosek.  Sytuację można przyrównać do tego, jakby prezes Jarosław Kaczyński zawnioskował o nagrodę dla przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Do…

Stanisław Bułajewski – porady prawne za darmo?

Radny wojewódzki, Stanisław Bułajewski bogaty nie jest, ale też nie zalicza się do biednych mieszkańców miasta Mrągowa. Nie jest rodowitym mrągowianinem, ale osobą napływową z terenów powiatu piskiego. Pochodzący z Pisza doktor prawa, konstytucjonalista i samorządowiec jest jednym ze specjalistów, znających się na zagadnieniach samorządowych. Prywatnie przyjaźni się z Józefem Maciejewskim i wywodzi się z grupy, którą kieruje wójt Jerzy Krasiński. Bułajewski przez niektórych widziany byłby na stanowisku burmistrza miasta Mrągowa. Ludzie obdarzają Bułajewskiego zaufaniem, gdyż udziela on bezpłatnych porad prawnych i deklaruje otwarcie, że może zająć się sprawą każdego. Podaje swoje dane kontaktowe i zachęca mieszkańców do współpracy. My bezskutecznie pisaliśmy nasze pytania: z nami chyba nie rozmawia. Bułajewski z PSL startował do Sejmiku, do którego się dostał i został wiceprzewodniczącym Komisji Samorządu Terytorialnego i Bezpieczeństwa Publicznego. Prywatnie mąż Marty Bułajewskiej, oj…

Mrągowo bez przemocy

Mrągowo bez Przemocy, to miejsce w sieci społecznościowej, w którym spotykają się osoby doświadczające przemocy, zarówno domowej jak i instytucjonalnej. Przemoc to przemoc. Nie pozostawia złudzeń, co do jej straszliwych skutków. Kilka uwag w tym zakresie napisał nam Dominik, człowiek młody i otwarty na ludzi, który niestety z przemocą się zetknął.  Przykre jest to, że młodzi ludzie uczą się o obowiązującym systemie z praktyki życiowej. Co na to unijne regulacje? Zapewne stanowią piękny koloryt niepasujący do naszego wymiaru sprawiedliwości. 



Przestępstwo -> interwencja policji -> wyrok sądowy -> kara dla przestępcy Wydaje nam się, że tak w uproszczeniu działa procedura wymiaru sprawiedliwości. Niestety często tak nie jest. Aby obywatel liczył na taki przebieg sprawy, musi być połączony interesem z lokalnymi instytucjami: policją i/albo sądem, albo z samym przestępcą. Brzmi paradoksalnie? Ale tak to działa naprawdę. Ofiara zostaje pobita przez przestępcę, policja mówi, żeby z tym …

Siemieniec nie wybuduje i nie utwardzi drogi – ale Tarnowski zrobi to na pewno

Mieszkańcy ulicy Sienkiewicza w Mrągowie, którzy wnieśli pismo do Urzędu Miejskiego w Mrągowie, prosząc o poprawę nawierzchni drogi dojazdowej  otrzymali wreszcie odpowiedź, w której jasno zaakcentowano – Siemieniec drogi nie wybuduje.   Moim zdaniem przeliczyła, że straci z 200 głosów i dlatego nie jest to dla niej priorytet – uważa Marcin Łupkowski – prezes SEEiK.

– Radni „czopkują”, zatem ona robi, co chce. – Niezdrowa sytuacja. – Ta kobieta liczy sztuki – w 2014 o mało, całkiem przypadkowo nie wygrał Waldemar Cybul – zobaczymy jak rozwinie się sprawa w 2018 – jedno jest pewne – Komisji Wyborczych należy pilnować i taki monit będziemy społecznie prowadzić, jako gazeta. – Jedyne, co pozostaje ludziom z Sienkiewicza, to pokazać babci (Otolia Anna Siemieniec ma wnuki), że może liczyć na większe veto i wspólnie głosować na kogoś innego. 


Siemieniec twierdzi, że pozostanie jak jest – przynajmniej na chwilę obecną. Odmiennego zdania jest lider mrągowskiej organizacji Niezależni – Samorząd…

Mrągowo: czasy przełomu i współczesne dylematy inwestycyjne

Mrągowo uchodziło niegdyś za miasto rozwojowe. Za dobrych czasów PRL-u mieszkańcy zadecydowali o budowie obiektu Centrum Kultury i Turystyki, a Rada Narodowa brała na ten cel kredyt. Następnie uruchomiono Piknik Country, który rozsławił Mrągowo. Na tej kanwie zapoczątkowano Festiwal Kultury Kresowej oraz Mazurską Noc Kabaretową. Z wiejskiego ośrodka kultury, CKiT przerodził się w prawdziwą kuźnię kadr, ale do czasu.  W GS-ie jedna Panna handlowała pończoszkami z NRD, a jeszcze inna kręciła się przy wojskowych, za co zyskała na znaczeniu jej pozycja społeczna. Pozostało tylko robić karierę. Takich karier uczyniono wiele, bo świat jest za mały, aby o tym nie pamiętać. Historia mrągowskiego PRL-u nie doczekała się solidnych opracowań, a warto bo byłoby o czym poczytać. Jeden obecny radny ponoć tak pił, że znajdowano go potem w kałuży, a to zapisywano w raportach. Ciekawe czemu Mrągowo nie doczekało się solidnej monografii dotyczącej epoki PRL-u?   


Zasłużeni na lewicy  Zasłużonych w zakresi…